„Instalator nie odpowiada, jeśli wiatrak nie działa” — dlaczego taki zapis w umowie często nic nie znaczy?
Rynek przydomowych elektrowni wiatrowych rośnie, a wraz z nim rośnie liczba sporów pomiędzy klientami a instalatorami. Wiele osób inwestuje w turbiny wiatrowe, licząc na realne oszczędności, niezależność energetyczną lub wsparcie innych systemów (np. pompy ciepła). Problem zaczyna się wtedy, gdy elektrownia po montażu… po prostu nie działa.
I bardzo często klient, który próbuje złożyć reklamację, słyszy odpowiedź:
„Ale w umowie jest zapis, że nie odpowiadamy za to, jeśli turbina nie działa albo nie produkuje prądu.”
Taki zapis pojawia się w umowach coraz częściej. Brzmi pozornie „profesjonalnie”, ale w praktyce w wielu przypadkach jest to klauzula, która ma zniechęcić klienta do dochodzenia swoich praw, a nie realnie chronić instalatora.
Jak wygląda taka klauzula w praktyce?
Najczęściej spotykane wersje to:
- „Wykonawca nie ponosi odpowiedzialności za brak uzysków energii.”
- „Wykonawca nie gwarantuje działania turbiny wiatrowej.”
- „Wszelkie ryzyko produkcji energii leży po stronie inwestora.”
- „Wykonawca nie odpowiada za warunki wietrzne i efektywność urządzenia.”
Oczywiście — nikt nie gwarantuje pogody, i z tym nie da się dyskutować. Warunki wiatrowe, turbulencje, ukształtowanie terenu i przeszkody terenowe faktycznie wpływają na wynik produkcji energii.
Tyle że w praktyce problemem rzadko bywa „słaby wiatr”. Problemem jest to, że:
- turbina nie uruchamia się,
- wyłącza się po chwili,
- generuje błędy,
- ma źle ustawiony hamulec,
- jest źle dobrana do masztu,
- została źle zamontowana,
- jest źle dobrany falownik, sterownik albo zabezpieczenia,
- instalator nie wykonał analizy lokalizacji,
- instalacja jest wadliwa i nie spełnia swojego podstawowego celu.
I wtedy taki zapis o braku odpowiedzialności staje się po prostu próbą przerzucenia na klienta konsekwencji błędów wykonawcy.
Dlaczego taki zapis jest często abuzywny?
Jeżeli klient jest konsumentem (czyli kupuje instalację prywatnie, do domu), to mamy relację konsument–przedsiębiorca. A to oznacza, że instalator nie może dowolnie narzucać zapisów, które:
- wyłączają lub ograniczają jego odpowiedzialność,
- przerzucają ryzyko wykonania usługi na klienta,
- prowadzą do rażącej nierównowagi stron.
W takim układzie zapis typu „nie ponosimy odpowiedzialności, jeśli wiatrak nie działa” bardzo często może zostać uznany za niedozwolone postanowienie umowne (abuzywne).
Czyli: klient jest związany umową, ale taki punkt w praktyce może zostać potraktowany jako nieważny i bezskuteczny.
To szczególnie istotne, bo wielu instalatorów opiera na tym cały styl „obrony”: zamiast rozwiązać problem, zasłaniają się jednym zdaniem z umowy.
Rękojmia — tego nie da się „wyłączyć jednym zdaniem”
Instalator jako profesjonalista odpowiada nie tylko za samą sprzedaż sprzętu, ale za całość realizacji: projekt, dobór elementów i montaż.
W przypadku wad, klient ma prawo skorzystać z rękojmi, czyli ustawowej odpowiedzialności wykonawcy/sprzedawcy za wady rzeczy lub usługi.
Kluczowe jest to, że odpowiedzialność z tytułu rękojmi:
- jest ustawowa,
- działa niezależnie od tego, co instalator „napisze sobie w umowie”,
- obejmuje wady montażu, wady projektu i wady rzeczy.
To oznacza, że jeśli instalacja nie działa, bo została wykonana wadliwie — instalator nie może zasłonić się klauzulą typu „nie odpowiadamy”.
Bo to jest wprost sprzeczne z tym, jak działa odpowiedzialność przedsiębiorcy wobec konsumenta.
Instalator odpowiada za rezultat podstawowy: sprawność instalacji
Trzeba powiedzieć wprost:
elektrownia wiatrowa ma produkować energię.
Jeżeli ktoś zapłacił kilkadziesiąt tysięcy złotych za urządzenie, projekt i montaż, to nie kupił ozdoby ogrodowej, tylko instalację, która ma mieć konkretny sens gospodarczy.
Oczywiście, produkcja może być różna w zależności od warunków — ale instalator nie może sprzedać klientowi instalacji, która:
- nie uruchamia się wcale,
- działa tylko sporadycznie,
- działa wadliwie,
- generuje awarie od pierwszych dni.
To nie jest „cecha technologii”, tylko wada, którą instalator powinien usunąć.
Klauzula psychologiczna: „klient i tak nic nie może”
W wielu przypadkach takie zapisy pełnią funkcję wyłącznie psychologiczną. Mają sprawić, że klient:
- nie złoży reklamacji,
- uzna, że „sam podpisał”,
- pogodzi się ze stratą,
- przestanie naciskać.
Tyle że podpisanie umowy nie oznacza, że konsument zrzeka się wszystkich praw.
Z perspektywy prawa, to instalator ponosi odpowiedzialność za to, że instalacja została wykonana prawidłowo, zgodnie ze sztuką oraz z umową.
Co może zrobić klient, gdy turbina nie działa?
Jeżeli elektrownia wiatrowa nie działa lub działa wadliwie, klient ma prawo złożyć reklamację, a następnie żądać np.:
- naprawy
- wymiany elementów, jeśli są wadliwe
- obniżenia ceny (często bardzo skuteczne)
- odstąpienia od umowy (zwrot pieniędzy) — jeśli wada jest istotna
Oczywiście każda sprawa wymaga analizy: inny jest stan faktyczny, inna dokumentacja i inna konstrukcja umowy. Ale punkt wyjścia jest prosty: instalator nie może sprzedawać niesprawnych rozwiązań, a potem zasłaniać się klauzulą, że „nie odpowiada”.
Podsumowanie: zapis, który ma brzmieć groźnie, często jest prawnie pusty
Zapis w umowie typu:
„Instalator nie ponosi odpowiedzialności za to, że wiatrak nie działa”
w relacji z konsumentem bardzo często jest klauzulą abuzywną i nie ma realnej mocy.
Nie ma znaczenia, jak pewnie brzmi taki punkt. Rzeczywistość jest taka, że instalator jako profesjonalista odpowiada za:
- prawidłowy projekt,
- dobór urządzeń do warunków,
- prawidłowy montaż,
- prawidłowe uruchomienie,
- sprawność instalacji.
Jeżeli turbina nie działa, to nie jest „problem inwestora” — tylko potencjalna wada, za którą wykonawca ponosi pełną odpowiedzialność z tytułu rękojmi.

